Zaczęło się na dobre.
Wróciłem właśnie wczoraj z krótkiego, bo niespełna 30 godzinnego wypadu do BPN.
Rewiry oczywiście te same, czyli okolice Dolistowa. Uzbrojony w doświadczenia z ubiegłych lat, wiedziałem już, gdzie się udać
i jakie miejscówki spenetrować, w nadziei na spotkania z tysiącami ptaków blaszkodziobych, które już ciągną wielkimi kluczami
przez tereny północno-wschodniej Polski. Trafiłem i nie żałuję.
Zanim rozgościłem się w Dolistowie, zrobiłem jeszcze krótki
przejazd przez zachodni brzeg Biebrzy ( w basenie południowym), czyli Burzyn, Brzostowo, Mścichy. Tradycyjnie już, Brzostowo
nie zawiodło. Na wodzie może pusto, ale brzeg pod Chylinami, to setki odpoczywających gęsi. Później zachęcony spotkaniami
pojechałem już na swoje stare śmieci do Dolistowa. Smutek mnie trochę ogarnął, bo piątek zapowiadał się paskudnie.
Mała szansa na dobre zdjęcia. Zajechałem na Nowe, a tu w przeciwieństwie do Brzostowa, całe rozlewiska jazgoczące
najprzeróżniejszymi dźwiękami. Tysiące kaczek: krzyżówki, gągoły, świstuny, rożeńce, czernice, głowienki, bielaczki.
I śladowe ilości gęsi. Niestety, pochmurno i za daleko na dobry strzał migawki. Załamka. Ruszyłem na most.
Tutaj też mało towarzystwa, a droga oczywiście zalana już od samego podjazdu. Szybkie przegrupowanie na Zabiele.
Tu już trochę lepiej, ale pochmurno i daleko do ptaków. I tak minął czas do przedwiosennego popołudnia.
I nagle
wyszło wspaniałe słońce. Szybka decyzja i powrót na most. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
wszystko ożyło. Kaczek zaczęło przybywać, a niebo co chwila zasłaniały, dziesiątkami kluczy ciągnące gęsi. Prosto nad moja głową.
Okavango i Masai Mara w jednym. Piękny zachód i ptaki... W ilości niespotykanej pojawiały się bieliki.
Myślę, że w tym rogu obfitości od Zabiela do Dolistowa Nowego, żeruje ich kilkanaście. Niestety czujne są wyjątkowo
i wyraźnie preferują drugi (przeciwległy) brzeg rozlewisk. Podnoszą jednak swoim pojawieniem się, całe to towarzystwo tak,
że furkot jest niesamowity. Tysiące spanikowanych skrzydeł. A pośród nich majestatyczne "potwory". Zaskoczyło mnie jednak to,
że stosunkowo mało było gęsi. Leciały gdzieś dalej na wschód. Na drugi dzień, były już jednak i w Nowym i na Zabielu.
Szczególnie cieszę się jednak ze spotkań z bielaczkami. Na Zabielu pokazywały się w niewielkich stadach i szybko niczym bzyki,
zmieniały położenie. Wyjątkowo śmieszne, takie kosmiczne kaczki. Wyglądają jak w białych kombinezonach. Do tego wszystkiego niosący
się wszędzie śpiew skowronków i klangor żurawi.
Najciekawszym symptomem następującej świeżej pory roku był jednak fakt,
który miał miejsce na balustradzie mostu w Dolistowie Starym. Gdy stałem oparty i czekałem na gęsi, wylądował jakieś cztery metry
ode mnie gołąb. Potem dołączył drugi, jak się później okazało samiczka. Ptaki najpierw się całowały, a potem już normalnie
przeszły do konkretów. Zwrócone do mnie dziobami, nic sobie nie robiły z mojego towarzystwa, a przecież w końcu znalazły się
dwa metry ode mnie. Po spełnionym akcie, rozfrunęły się każde w swoją stronę. Jak się później okazało, to stała para mieszkańców
dolistowskiego mostu. Taka miłość "aż po grób". Widać czasem potrzebują tylko mocniejszych bodźców - cudaki!!!
P.S. Jeśli ktoś jeszcze nie był na przelotach to bez paniki. Dopiero się zaczynają. Myślę, że szczyt blaszkodziobych,
będzie gdzieś za tydzień. Przed nami jeszcze całe wiosenne przeloty. Jak Jurek Owsiak mawia "ale się będzie działo", najlepsze
dopiero idzie. Szczyt jeszcze daleko. Czyli czeka nas co najmniej miesiąc cudów.